Dwa tygodnie w Kambodży (z tajskim i wietnamskim epizodem) – Plan wyprawy

Print Friendly, PDF & Email

Poniżej zamieszczam plan zrealizowanej przeze mnie w listopadzie 2018 roku wyprawy do Kambodży. Postaram się ograniczyć tu do zwięzłego opisu poszczególnych dni, pozostawiając detale do uzupełnienia w kolejnych wpisach poświęconych tej wyprawie. 

Dzień 1. PRZYLOT DO BANGKOKU

Wylot z Okęcia przez Kijów do Bangkoku z Ukraine International Airlines (UIA).

Dzień 2. BANGKOK

Przylot do Bangkoku, przejazd na Khao San Rd i zakwaterowanie w hotelu. Spacer po Bangkoku – dla mnie to już trzecia wizyta w tym mieście, dla Asi druga, stąd jedynie zaglądamy w stare kąty. Rezygnując z wchodzenia do Grand Palace i Wat Po, mamy czas na odwiedzenie mojej ukochanej Wat Arun na przeciwległym brzegu rzeki Chao Phraya, czyli Menam. Dzień kończymy kolacją w miejscu ochrzczonym mianem „naszej restauracji u złotego Buddy” – ulica równoległa do Khao San Rd, w środku znajduje się duży posąg ze złotą twarzą. Polecam, bowiem smacznie tam i przyjemnie.

Dzień 3. DOJAZD DO SIEM REAP (KAMBODŻA) 

Jedno jest więcej niż pewne – w hotelu przy Khao San Rd trudno o dobry sen. Jest ekstremalnie głośno z powodu trwających do późnych godzin nocnych, tudzież wczesnych godzin porannych, imprez. Za to lokalizacja jest świetna, czyli odwieczne coś za coś. My w planie długiego snu nie mamy, ponieważ po lekturze kilku blogów, zaplanowałyśmy dostać się pod granicę kambodżańską pociągiem. Ten z kolei odjeżdża z Bangkoku już o 5:55. O 4:30 zatem jesteśmy już na nogach i taksówką docieramy na dworzec – Hua Lamphong – oficjalna nazwa to Sathani Rotfai Krung Thep. Docelowa stacja to Aranyaprathet. Na miejscu jesteśmy o 11:35. Na ostatniej stacji pociągu czeka sporo tuk-tuków, bowiem to jedyna opcja dostania się pod samą granicę. Na wielu blogach znalazłam informację, że nieuczciwi kierowcy kluczą po obrzeżach i zawożą turystów w nieplanowane miejsca na trasie, celem dodatkowych zakupów itp. Nic takiego nam się nie przydarzyło. Od znajomych poznanych już w Kambodży dowiadujemy się, że istnieje transport grupowy – takie większe tuk-tuki, jak otwarte ciężarówki, które oferują tańszy transport pod granicę. Na granicy nie doświadczamy też legendarnych kolejek. Wszystko przebiega sprawnie. Jedyne co się potwierdza z lektury rozmaitych blogów, to konieczność uiszczenia czegoś na kształt oficjalnej łapówki (więcej o samej procedurze przekraczania granicy tajsko-kambodżańskiej napiszę osobno). Po stronie kambodżańskiej znajdują się bezpłatne shuttle bus’y dowożące podróżnych na dworzec. Z dworca taksówką dzieloną z poznanymi tu Polakami docieramy do centrum Siem Reap. Po zakwaterowaniu się w hotelu wychodzimy na wieczorny spacer i kolację do centrum miasta (istne Vegas!) – na Pub Street. 

Ostatnia stacja pociągu pod kambodżańską granicą

  • 100 THB – taksówka na dworzec w Bangkoku (z pierwotnej ceny 200 THB; targujcie się, bowiem pierwotna cena jest niejako z automatu zawyżana dla turystów)
  • 48 THB – bilet na pociąg do Aranyaprathet
  • 100 THB – tuk-tuk z Aranyaprathet pod granicę kambodżańską (20 THB transportem grupowym, o którym jedynie słyszałyśmy od znajomych)
  • 100 THB – „oficjalna łapówka” na granicy tajsko-kambodżańskiej
  • 10 USD za osobę – dzielona taksówka (busik) do Siem Reap z dworca w przygranicznym Poipet (jeśli mnie pamięć nie zawodzi, bo notatek w tej kwestii niestety brak, to w sumie było nas 6 osób, czyli 60 USD za kurs)

Dzień 4. SIEM REAP I OGARNIAMY TEMAT ANGKORU -> zwiedzanie Angkor Wat

Po pierwszej od wyruszenia z domu normalnie przespanej nocy raczymy się hotelowym śniadaniem. W międzyczasie ogarniam jeszcze na recepcji upoważnienie dla obsługi do odbioru mojego zagubionego już na lotnisku w Kijowie plecaka – ponoć dziś dotrze do Siem Reap. Jedynym plusem zaistniałej sytuacji był fakt, że nie musiałam się z nim tarabanić przez granicę. Przeszłam ją na lekko. Hotelik mamy przemiły (CHARMING ANGKOR RESORT & SPA), kameralny, niedrogi, sporo takich w Siem Reap. Kąpiel w basenie będzie doskonałym relaksem po całych dniach poświęconych zwiedzaniu Angkoru. Zostajemy tu bowiem na cztery noce.  Czym wszakże jeśli nie Angkorem Kambodża stoi!?

Na recepcji zamawiamy tuk-tuka pod bramy kompleksu Angkor. Pojawia się konsternacja u obsługi, ponieważ nie wykupujemy całej usługi wycieczki. W Siem Reap pełno podobnych ofert – kierowca tuk-tuka spędza z turystami całe dnie wożąc ich od jednej świątyni do kolejnej. My jednak nie chcemy takich ograniczeń, co więcej na tym etapie mamy jeszcze wizję obejścia Angkoru na piechotę lub objechania go rowerami. Aktualnie chcemy po prostu dostać się pod obiekt.

Jesteśmy przekonane, że kasy biletowe znajdują się tuż przy jednej z bram wejściowych do Angkor. Otóż nie! Nie mamy jeszcze świadomości ogromu całego kompleksu. Bileteria to zupełnie inny obiekt, położony w zupełnie innej części miasta. Kierowca wiezie nas tam, kupujemy trzydniowe karnety i jedziemy pod Angkor Wat. Tu żegnamy się z naszym kierowcą. 

Najpierw zwiedzamy Angkor Wat, a gdy próbujemy dotrzeć do kolejnej świątyni – Ta Phrom – wiemy już, że na piechotę obejść się tego wszystkiego nam nie uda. Temperatury i wilgotność tu panująca (jesteśmy w dżungli!) uzmysławiają nam, że nie chcemy Angkoru zwiedzać także na rowerach. Trzeba będzie znaleźć inne rozwiązanie. Pomyślimy o tym wieczorem.

Angkor Wat

Zbliża się zachód słońca i mamy zamiar obejrzeć go ze świątyni Phnom Bakheng – ponoć najlepsze miejsce do obserwacji zachodów w całym kompleksie Angkor. Wielu turystów chce jednak tego doświadczyć, a kolejka na górze okazuje się być zbyt długa, abyśmy wszyscy dzisiaj zdążyli. Szybko wracamy pod Angkor Wat, aby nie stracić żadnego z zachodów. Do Phnom Bakheng zamierzamy wrócić z zapasem czasu niezbędnym na oczekiwanie w kolejce. 

Widok na Angkor Wat spod wejścia do Phnom Bakheng

Wieczorem udajemy się na Pub Street, jemy iście khmerską kolację (odkrywamy tym samym nasz kambodżański Stammlokal – KHMER KITCHEN RESTAURANT – są dwie restauracje KHMER KITCHEN w Siem Reap, my chadzałyśmy do tej przy rogu Street 11 i Alley West), załatwiamy za prowizją w kantorze kwestię wymiany starych banknotów dolarowych (nie wiedziałyśmy przed wyjazdem, że banknoty sprzed 1993 roku nie będą akceptowane) i podejmujemy decyzję wypożyczenia na kolejne trzy dni skuterka. Nie jest to ani proste ani oczywiste, bowiem po licznych wypadkach z udziałem turystów, burmistrz miasta Siem Reap rzekomo zakazał wypożyczania skuterów turystom. Najprawdopodobniej chodziło raczej o kwestię napełniania kiesy mieszkańcom obwożącym turystów tuk-tukami. Udaje nam się jednak zakontraktować solidną Hondę. Wypełniamy papiery, zostawiamy jeden z paszportów jako depozyt, za namową wynajmującego fotografujemy dokładnie rysy na lakierze skutera i w wielkim skupieniu wracamy maszyną do hotelu. 


  • 62 USD – trzydniowy karnet wstępu do Angkor (37 USD – karnet jednodniowy, 72 USD – karnet siedmiodniowy)
  • Niestety nie pamiętam kosztu wynajmu skutera, z pewnością jednak cenowo była to opcja znacznie bardziej korzystna poruszanie się tuk-tukami

Tags from the story
, ,
Written By
More from Anna Sułek

Wszystkich Świętych w Meksyku

Día de muertos, czyli meksykańskie Wszystkich Świętych. W Meksyku obchody tego święta...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *