Jej Majestat 7C – Trasa Transfogaraska na rowerze

Print Friendly, PDF & Email

Clarkson w 14. odcinku Top Gear uznaje Trasę Transfogaraską za najwspanialszą drogę na świecie. Robi to z perspektywy kierowcy samochodu. Ja z kolei zapraszam Was do doświadczenia ze mną Trasy z perspektywy siodełka roweru.

Do Trasy Transfogaraskiej konsekwentnie odsyłała mnie wyszukiwarka Google po wpisaniu jednocześnie hasła „rower” i „Rumunia”. Pomyślałam, że to jakaś lokalna Mekka rowerowa i postanowiłam ją odwiedzić podczas rowerowej eskapady do Transylwanii. Powyższy imperatyw doczekał się realizacji w czerwcu 2017. Rowerowa przejażdżka Trasą okazała się być na tyle znaczącym fragmentem owej podróży, że postanowiłam poświęcić jej osobny wpis. O całej wędrówce po Transylwanii pisałam już tutaj. 

Dojazd do punktu startowego w Cârtisoarze

Pod Trasę docieramy z Brașova, gdzie zakończył się ostatni etap naszej dotychczasowej rowerowej wędrówki po Rumunii. Będziemy ją przemierzać na odcinku północnym. Jest to odcinek uznawany za zdecydowanie bardziej malowniczy aniżeli południowy, mimo iż nie obfituje w dodatkowe pozawidokowe atrakcje. To po południowej bowiem stronie znajduje się zapora, zamek Poienari będący prawdziwą (w przeciwieństwie do zamku w Branie) siedzibą pierwowzoru Drakuli, czyli Włada Palownika oraz namiętnie fotografowany… „wiszący kibelek”. Decydujemy się na pociąg, którego linia jak się później okazuje, jest częściowo remontowana. W efekcie transport na odcinku z Șercai do Făgăraș tymczasowo odbywa się busami. Otrzymujemy informację, że naszych rowerów ów transport nie obejmie, a szybka kalkulacja wzbogaca nas o pewność, że rowerami nie mamy szans dogonić busa i zdążyć do Făgăraș na drugi etap podróży pociągiem. Godzimy się z perspektywą długiej jazdy rowerami główną drogą krajową z Șercai aż pod samą Trasę, o której niewygodach i niebezpieczeństwach pisałam już tutaj. Wysiadając na dworcu w Șercai i niejako wzrokiem żegnając udających się w kierunku podstawionego już busa towarzyszy podróży, tracimy na chwilę nasze jednoślady z pola widzenia. Niebawem orientujemy się, że w trakcie niezrozumiałych dla nas negocjacji podróżnych z kierowcą busa, konduktorem pociągu i w sumie wszystkich poza nami, nasze rowery i sakwy są już pod różnymi kątami upychane do busa. A zatem jedziemy! Nasze sakwy rozlokowane są między kolanami podróżnych, nad innymi wiszą przednie koła naszych pojazdów, a w samym środku tego wszystkiego my starające się ze wszystkich sił jedynie uśmiechem okazać całą swoją wdzięczność tym ludziom.

I o ile rzeczywiście Rumunia jest krajem słusznie kojarzonym z biedą, o tyle bogactwo w sercach tych zwykłych ludzi siedzących z nami tego dnia w starym i zardzewiałym busie było niezmierzone.

Mijamy camping w Făgăraș, na którym biwakowałyśmy kilka dni temu. Biegniemy do pociągu zmierzającego z Făgăraș do Cârțy, aby zdążyć jeszcze znaleźć na dworcu kasę biletową lub bankomat. Brak otwartej kasy i jakiegokolwiek bankomatu powoduje, że w pociągu siedzimy bez kwitów uprawniających nas do odbycia tego nieplanowanego etapu podróży. Uśmiechem witamy „naszego”, czyli zapoznanego na poprzednim etapie podróży pociągiem, konduktora. W tej niedogodnej dla nas sytuacji, starym dobrym zwyczajem obywateli państw bloku wschodniego, bierze on od nas w gotówce tyle ile mamy. „Rąsia rąsia” i po bólu. Uradowane takim obrotem spraw wypatrujemy w oddali grani Fogaraszy. Pociąg opuszczamy na stacji Cârța i rowerami dojeżdżamy do Cârtisoary, gdzie znajduje się uprzednio zarezerwowany przez nas pensjonat. Lokujemy się na dwie noce, ponieważ mamy w planie podjazd na górę bez obciążenia. Cały ekwipunek chcemy pozostawić na dole i wrócić na nocleg w to samo miejsce. Można oczywiście spędzić noc na górze w schronisku, a nawet rozbić tam namiot. W zależności od planu podróży dobrą opcją jest też zjazd na stronę południową. Wszystkie powyższe zakładają jednak wwiezienie na górę niezbędnego szpeju, co przy naszym niewielkim doświadczeniu w górskich rowerowych przedsięwzięciach, dodatkowo powiększyłoby ryzyko niepowodzenia misji. Popołudniowy spacer wieńczymy konsumpcją Ursusa (jedna z trzech wiodących marek rumuńskiego piwa; koncern należący do SABMillera) „z widokiem na”. W tym przypadku na cierpliwie tkwiące na horyzoncie Fogarasze. Między nimi wije się Jej Majestat 7C – Trasa Transfogaraska.

Ursus na tle Fogaraszy

Wjazd na Trasę i jazda do pierwszego postoju w Bâlea Cascadă

Budzimy się standardowo o 6-tej, czyli o 8-mej. Po szybkim śniadaniu siedzimy już w siodełkach. Do Bâlea Cascadă mamy 16 km, z czego pierwsze 5 km jedzie się po całkowicie płaskim terenie. Samochodem mijają nas zgodnie z umową zapoznani wczoraj Duńczycy, którzy z powodu kontuzji jednego z nich i niemożności odbycia motorowej wędrówki po Rumunii, podróżują samochodem. To jednak motory są najbardziej preferowanym środkiem transportu na Trasie Transfogaraskiej. Muszę przyznać, że widok grup motocyklowych wspinających się na górę Trasy spowodował, że zaświeciły mi się oczka na myśl o przewędrowywaniu świata w ten sposób. Nigdy do tej pory się tego po sobie nie spodziewałam. Ochotę dodatkowo podsyciły opowieści polskiego małżeństwa w naszym pensjonacie już po zjechaniu z Trasy. Mąż od zawsze marzył o motorze i owe marzenie doczekało się realizacji na emeryturze. Jego żona w obawie o rozbieżności w preferencjach dotyczących spędzania czasu wolnego, postanowiła oddalić wszelkie obawy i „dać się przewieźć”, tak na próbę. Małymi kroczkami, a w zasadzie z kilometra na kilometr, zaczęła podzielać pasję męża i tak oto podróżują po Europie na swojej maszynie ciesząc się czasem wolnym na emeryturze. Szczęśliwi, przesympatyczni i inspirujący. Na Trasę wyruszają po nas, przed nami natomiast przejechali jej siostrę – Transalpinę. 

Podczas przejazdu do Bâlea Cascadă widzę też wiele pensjonatów w budowie. Trasa Transfogaraska jest już bardzo popularnym celem turystycznym w Rumunii, natomiast pojawiająca się powoli infrastruktura turystyczna z prawdziwego zdarzenia dodatkowo zachęci przyjezdnych. Nie zawsze to dobrze dla takich jak ja, którzy raczej wolą doświadczać z dala od tłumu. Nie do końca też dobrze dla Matki Natury, na teren której tak agresywnie wdziera się ten cały beton (to tak jakby u nas zbudować drogę samochodową przecinającą Bulę pod Rysami z widokiem na najwyższy polski szczyt z tarasu schroniska osiągalnego drogą dostępną dla ruchu kołowego!). Z pewnością przyczyni się to jednak do wzrostu atrakcyjności i popularności regionu i całego kraju, co leży niewątpliwie w interesie kojarzonej z biedą Rumunii. Także powstające wypożyczalnie rowerów spowodują popularyzację tej formy turystyki. 

Rozwój infrastruktury turystycznej na dole północnego odcinka Trasy Transfogaraskiej

Po 11-tu kilometrach podjazdu osiągamy wysokość Bâlea Cascadă. Tu także robimy pierwszy i ostatni wspólny postój.

Bâlea Cascadă

Bâlea Lac to polodowcowe jezioro (rum. lac = jezioro ) znajdujące się w najwyższym punkcie Trasy, na wysokości 2034 m n.p.m., tuż przy wjeździe do tunelu dzielącego trasę na część północną i południową. Bâlea Cascadă to nic innego jak wodospad na rzece Bâlea – najwyższy (60 metrów) wodospad w rumuńskich Karpatach, od którego nazwę wzięła Cabana Bâlea Cascadă (Bâlea Waterfall Chalet), czyli tutejszy położony na wysokości 1234 m n.p.m. hotel górski oraz dolna stacja kolejki linowej (cennik). Pod wodospad nie prowadzi żaden szlak turystyczny, ale można go podziwiać właśnie z wagonika kolejki. Kolejka jest nieco archaiczna – otwarta do użytku została w 1975 roku, już po zakończeniu budowy Trasy. Ma 3700 m długości, pokonuję 800 m różnicy poziomów i zimą, gdy Trasa Transfogaraska jest zamknięta, umożliwia dostęp do schronisk na górze.

Cabana Bâlea Cascadă widziana z Trasy

Z Bâlea Cascadă do Bâlea Lac

Po wspólnym postoju ruszamy razem, ale coraz bardziej zaczyna się ujawniać dysproporcja w preferowanym tempie jazdy. Konkretniej – ja zabezpieczam tyły i ostatecznie Asia oczekuje na mnie na górze nieco ponad godzinę. Nie do końca jestem zadowolona z takiego rozwiązania – wolę podziwiać razem i zatrzymywać się na wspólne fotografie. Rozumiem jednak, że zarówno w trekkingach, jak i na rowerze niektórzy wolą trzymać swoje tempo. Mój organizm jednak do tego tempa nie jest w stanie się dostosować. 

Serpentyny i widoki na Fogarasze to ostatnie 7 km Trasy. Do tej wysokości jedzie się w otoczeniu drzew z rzadkimi miedzy nimi prześwitami. Na tym 7-kilometrowym ostatnim odcinku znajduje się też więcej mostków, wiaduktów oraz napotkać można zalegający przy poboczu śnieg (czerwiec!). Tu też podróżni opuszczają swoje samochody i fotografują się na zapierającym dech w piersiach tle. Przecinamy bowiem grań Fogaraszy – najwyższego pasma Karpat Południowych i całej Rumunii, a sama Trasa wije się miedzy ich najwyższymi szczytami – Moldoveanu (2544 m n.p.m.) oraz Negoiu (2535 m n.p.m.). 

Trasa Transfogaraska w pełnej krasie

Mijam jedną pasterską chatę znajdującą się w sporym oddaleniu od Trasy. Mocno wystraszona wyskakującymi z obejść psami w mijanych wioskach na poprzednich etapach przejażdżki doczytałam, że co jak co, ale dużych pasterskich psów nie powinnam się obawiać. Skupiają one bowiem swoją uwagę na owcach i kompletnie ignorują ludzi. Jakież było moje zdziwienie gdy przy Transfogaraskiej z tej jednej jedynej pasterskiej chaty zaczął pędzić w moim kierunku wielki psiór. Ucieczka pod górkę nie ma za bardzo sensu – szybciej byłoby opuścić pojazd i zacząć biec. Na zmianę natomiast kierunku nie starczyło mi refleksu. Pnąc się konsekwentnie pod górę krzyczłam błagania do Wszystkich Świętych, kląc jednocześnie w duchu na Asię straszliwie za pozostawienie mnie samej. Z chatki równie przeraźliwie zaczęła krzyczeć jej mieszkanka, co spowodowało zaniechanie przez mojego potencjalnego oprawcę jego planów.

Podjazd jest naprawdę wymagający, w związku z tym rowerzysta może liczyć na aplauz i doping przejeżdżających obok zmotoryzowanych turystów. Pnąc się do góry obserwuję, że całość spowiła gęsta mgła. Pogoda jednak w górach zmienia się szybko, więc nie tracę nadziei na piękne widoki z góry. SMS-ami mobilizuje mnie niecierpliwiąca się na górze Asia.

Punktem kulminacyjnym jest Tunel Bâlea łączący obie części Trasy. Ma on długość 884 m, co czyni go najdłuższym tunelem w całej Rumunii, i w okresie od jesieni do wiosny jest zamknięty. Przy wjeździe do tunelu od strony północnej kwitnie przydrożny handel.

Wjazd do tunelu od strony północnej

Przydatną panoramę tego co znajduje się na szczycie Trasy od strony północnej można zobaczyć tutaj. Na szczycie istnieje możliwość posilenia się. Restaurację oferuje Cabana Paltinu oraz Cabana Bâlea Lac. My decydujemy się na tę drugą ze względu na malownicze położenie nieco dalej od samej Trasy i bliżej tafli jeziora Bâlea … a także z bardziej prozaicznych powodów – można tam płacić kartą.

 

Źródło: www.google.pl/maps

Przypadkiem na etapie przygotowywania tego wpisu dowiedziałam się o wyjątkowym miejscu dostępnym zimą – Lodowym Hotelu Bâlea Lac oraz Lodowym Kościele (pomysł na oryginalną ceremonię ślubną?). Każdego roku hotel wygląda inaczej, inne są pokoje. W 2017 głównym motywem było kino, a pokoje nosiły nazwy pochodzące od tytułów kasowych filmów (link do oficjalnej strony hotelu). Myślę, że warto odwiedzić to miejsce podczas zimowego pobytu w Rumunii.

Zjazd do Cârtisoary

Po typowym rumuńskim posiłku (grill!) i fotograficznym spacerze po okolicy zwieńczonym wspólną deklaracją, że przyjeżdżamy tu znów na trawers grani Fogaraszy, rozpoczynamy zjazd. Przed nami 30 km w dół. Drogę zastępuje nam jedynie raz stado owiec, a poza tym już tylko niczym nie zakłócony zjazd. Rozpędzić udaje nam się do około 50 km/h, ponieważ z powodu rozlicznych serpentyn oraz uszkodzeń nawierzchni trzeba stale trzymać rękę na hamulcu. Wyprodukowane podczas podjazdu endorfiny, sycące oczy oszałamiające widoki po wjeździe na górę oraz wiatr we włosach podczas tak długiego zjazdu – wszystko to, po dodaniu w myślach jedynie brzmienia ulubionej piosenki, sprawia wrażenie doświadczania na własnej skórze fragmentu filmu. Veni, vidi, vici! I mam nadzieję, że udało mi się Was do tego zachęcić. 

Malownicze serpentyny w popołudniowym słońcu

Poniżej filmiki z samego zjazdu:

Tags from the story
Written By
More from Anna Sułek

Trzydniowy kurs fotograficzny w Krakowie

W pierwszy weekend sierpnia miałam przyjemność uczestniczyć w trzydniowym kursie fotograficznym w...
Czytaj więcej

2 komentarze

  • Transfogaraska to obowiązkowy punkt na mapie Rumunii 🙂 Niesamowicie zjeżdża się rowerem z ponad 2000 m n.p.m. Tylko samochody irytują, bo strasznie się wleką 🙂 Droga Transfogaraska była moim pierwszym wielkim wyczynem rowerowym w trakcie wyprawy przez Bałkany w 2014 🙂
    https://zyciewnamiocie.pl/droga-transfogaraska-przeprawa-przez-fogarasze/
    Wówczas wjechanie na przełęcz wydawało mi się nie lada osiągnięciem. Dziś… cóż, w międzyczasie rowerem odwiedziłem Kaukaz i nawet nie pamiętam już wszystkich przełęczy powyżej 2000 m n.p.m. któe zaliczyłem w trakcie wyprawy 🙂 Pozdrawiam.

    • Dla mnie nadal Transfogaraska ma status „nie lada osiągnięcia” 😉 Liczę jednakże, że odwiedzone przez Ciebie rowerem przełęcze i mnie pozwolą się kiedyś zdobyć. W związku z faktem, że zawsze sentymentalnie traktujemy te wszystkie pierwsze sprawy, Transfogaraska ma u mnie wyjątkowe miejsce w szufladzie wspomnień. A skoro i u mnie u Ciebie była początkiem rowerowych wyczynów, myślę że śmiało można ją polecać innym na ten pierwszy rowerowy górski raz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *